niedziela, 28 czerwca 2026

Żale Kinomana na 24. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym BellaTOFIFEST - Dzień 1

 

Klasyka, zaangażowane społecznie kino i dokumenty. To było udane rozpoczęcie festiwalu.


Wczoraj rozpoczęła się 24 edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego BellaTOFIFEST. Sobota jak to zwykle była wypełniona po brzegi filmami, w tym paroma ważnymi pozycjami do nadrobienia. Gorąca pogoda właściwie tylko pomagała pozostaniu w kinie. Dlatego na festiwalu spędziłem cały dzień i obejrzałem aż 6 filmów (choć nic już nie przebije soboty z 22 edycji, na której obejrzałem 7).

Zacząłem od tegorocznego motywu przewodniego czyli ,,12 małp". Aczkolwiek były one poprzedzone francuskim, 28-minutowym ,,Filarem" stanowiącym bezpośrednią inspirację dla produkcji Terry'ego Gilliama. Bardzo dobry pomysł moim zdaniem, który przywodził mi na myśl połączone seanse z Nowych Horyzontów. Przy czym odnoszę wrażenie, że festiwalowa publiczność na Tofifest mogła nie być przygotowana pomimo tego, że zarówno na bilecie, jak i w programie była klarowna informacja o wyświetlaniu obu dzieł. Kiedy rozpoczął się ,,Filar", kilka osób wstało i wyszło z sali. Ostatecznie wrócili po wyjaśnieniach ze strony wolontariuszy. Jednak potem już żadnych problemów nie było.

fot. Filar, reż. Chris Marker

Przyznam, że ,,Filaru" jak dotąd nie znałem pomimo jego wysokich ocen. Jednak właśnie za to kocham festiwale, bo nigdzie indziej nie dostaję okazji, aby oglądać tak specyficzne produkcje na dużym ekranie. Siedziałem zahipnotyzowany przez te 28 minut. Do oszczędnej formy, którą można byłoby porównać do prezentacji zrobionej w PowerPoint, prędko przyzwyczaiłem się ponieważ przywodziła mi na myśl granie w visual novelę. Pomaga też to, że wiele obrazów zapada w pamięć, a towarzysząca im narracja wzbudza ciekawość. To wizja przyszłości skupionej na desperackim powrocie w przeżywanie przeszłości z zakończeniem, które może i da się przewidzieć, a jednak myśli się głównie o tym jak dobrze spina ono cały film. Fascynujący seans.

fot. 12 małp, reż. Terry Gilliam

Jednak pokazanie ,,Filaru" przed ,,12 małpami" miało też swoje konsekwencje w tym, iż gorzej postrzegałem film Terry'ego Gilliama. Osiąga on podobne cele, co dzieło Chrisa Markera przy użyciu mniej oszczędnych środków i w znacznie dłuższym czasie trwania. Do tego kiedy zna się fabułę ,,Filaru", to ,,12 małp" nie potrafi już zaskoczyć. Późniejsza produkcja potrafi zaoferować dobre rzeczy jak aspekty techniczne w segmentach w przyszłości, solidną rolę Bruce'a Willisa czy także przewrotne podejście do przedstawienia aktywizmu pro-zwierzęcego. Jednakże moje wrażenia były raczej mieszane gdyż cały film ciągnął mi się i ewidentnie preferowałem minimalistyczne podejście Chrisa Markera niż głośną wersję Terry'ego Gilliama.

fot. Dyrygent, reż. Ondřej Provazník, dystr. nazywowkinach.pl

Następny był czeski ,,Dyrygent" inspirowany prawdziwym skandalem o przemocy seksualnej w dziewczęcym chórze. To film, który może przywodzić na myśl polską ,,Utratę równowagi" gdyż oba wyszły w podobnym czasie i koncentrują się na nadużyciach ze strony nauczycielskiego autorytetu oraz szkodliwej konkurencji w edukacji. Aczkolwiek sama przemoc ma inny wymiar w obu produkcjach, postacie są w odmiennym wieku, a także rozgrywają się one w różnych dekadach. ,,Dyrygent" przede wszystkim pokazuje zniszczenie niewinności młodej osoby. Pomiędzy członkiniami chóru stale panuje rywalizacja o uwagę dyrygenta, a także często mają miejsce szkodliwe praktyki służące wyśmianiu, bądź nawet skrzywdzeniu innej osoby. Film celnie pokazuje jak system edukacji może łatwo zezwalać na takie rzeczy, a także jak skryte są szkodliwe zachowania w relacji nauczyciel-uczeń. Mocny finał pozostawił wszystkich wychodzących z sali z milczeniem.

fot. Kino Muranów, reż. Olga Prud’homme Farges

Jednym z dwóch dokumentów, które obejrzałem w sobotę było ,,Kino Muranów" stanowiące część francuskiego cyklu o legendarnych kinach. To całkiem słuszna inicjatywa i samemu bym chętnie zobaczył więcej produkcji poświęconych właśnie kinom. Przy czym warto dodać, że ,,Kino Muranów" Olgi Prud’homme Farges nie jest klasycznym dokumentem o historii tytułowego miejsca. Film jest w sporym stopniu osobistą refleksją reżyserki o historii jej rodziców, którzy tam się poznali, a także o historii polskiego kina. Płyną z tego dobre wnioski, a świadomość, że ktoś pamiętał, aby zaznaczyć jak ważny dla kinematografii był ,,Dybuk" Michała Waszyńskiego, bardzo mnie ucieszyła. Jednakże wiem, że dla niektórych to mogło być nietrafione skupienie. Zaś zbytnie wychwalanie Romana Gutka zawsze sprawia, że podnosi mi się brew. Ostatecznie to dość sympatyczna produkcja z ewidentną wartością dla samej reżyserki, ale też coś zdecydowanie skierowanego do zagranicznego widza.

fot. Bez końca, reż. Michał Marczak, dystr. Against Gravity

Drugim dokumentem obejrzanym tego dnia było polskie ,,Bez końca" Michała Marczaka. Ciężkie dzieło o tragedii rodziców, którzy nigdy nie dowiedzieli się czy ich syn popełnił samobójstwo czy uciekł. Film przede wszystkim słusznie zwraca uwagę na niewydolność policji oraz poważne luki w systemie utrudniające poszukiwanie zaginionych osób. To zaś prowadzi do częstych poszukiwań ze strony ojca, który zaczyna powoli zatracać się w tym działaniu. Dymińscy wykazali się dużą odwagą przez decyzję, aby podzielić się swoją historią. Jest ona ważna, bo może pomóc młodym ludziom nie zdecydować się na odebranie sobie życia ze względu na konsekwencje dla rodziny. ,,Bez końca" ma w sobie dużą wartość, aczkolwiek myślę, że aspekt mediów społecznościowych i ich wpływu na młodego człowieka mógł zostać dalej pociągnięty. Szczególnie pod kątem tego co takie osoby przeglądają i jaki ma to na nie wpływ. Mam też trochę problem ze zbyt nasyconymi kolorami zdjęciami, które wydają się nazbyt filmowe biorąc pod uwagę temat. Do tego jest to niekiedy zbyt dosłowny film w tym co przekazuje, choć zrozumiem jeśli ktoś nie uzna tego za wadę. Chciałbym dodać, że spotkanie z Dymińskimi po seansie było bardzo wartościowe. Podzielili się oni tym jak tragedia ich syna przyczyniła się do ich aktywizmu społecznego i opowiadali o konkretnych problemach w systemie. Pomogło to wszystko w naświetleniu skali problemu. Wspomnieli też trochę o realizacji filmu, w tym 500 godzinach surowego nagrania oraz trwającej 1,5 roku pracy nad produkcją. Zwrócili też uwagę na to jak bardzo pomocne były lokalne społeczności.

fot. Minotaur, reż. Andriej Zwiagincew, dystr. Aurora Films

Ostatnim seansem pierwszego dnia był ,,Minotaur" Andrieja Zwiagincewa czyli najważniejsza premiera na festiwalu. Zwycięzca Grand Prix w Cannes przedstawia Rosję w momencie początku inwazji na Ukrainę, a z perspektywy dyrektora biznesowego. To pozornie zdystansowany od tego ciężkiego tematu film, ponieważ wszystko jest oglądane z uprzywilejowanej pozycji. Jednakże to nie jest ani tchórzowski, ani wyrachowany film. Jest celną krytyką rosyjskiego społeczeństwa zobojętniałego na rozgrywającą się gdzie indziej rzeź, w którym ważniejsze są problemy stanowiące błahostkę oraz ich własna niewygoda. To wszystko jest obecne w drobnych scenach przedstawiających codzienność, a wolne tempo ułatwia skupienie się na tym. Jest to też bezpośredni film kiedy obserwujemy wątek z przymusowym poborem do wojska. Dla głównego bohatera to coś niewygodnego. Decyduje się wręcz uciec od tej odpowiedzialności wymyślając kłamstwo, dzięki któremu nie będzie musiał zmierzyć się z oczernianiem ze strony innych. A jak film słusznie pokazuje, są takie elity, które zawsze uciekną od kary. Oprócz tego śledzimy jeszcze wątek ze zdradą żony, a ten prowadzi do próby odzyskania kontroli ze strony męża. Wychodzi ona bardzo nieudolnie, co budzi śmiech. Tylko jest to śmiech politowania. Widoczne w tle reklamy zachęcające do wstąpienia do armii, funkcjonowanie państwa oraz działania głównego bohatera są absurdalne, ale też przykre gdyż całkiem realne. W pewnym momencie jeden policjant zastanawia się nad tym po co w ogóle stara się. Drugi odpowiada mu ,,A żebym, kurwa, wiedział". I tak żyje się w Rosji. Tytułowy Minotaur to bardzo dobra alegoria o wysyłanych na pożarcie przez kraj ludziach. W tym tych, na których wpływ mają osoby chronione przez władzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz