piątek, 10 stycznia 2020

Największe rozczarowania 2019 roku


Ileż razy to się już zdarzyło, że miałem ogromne oczekiwania wobec filmu, a ostatecznie nie spełnił on ich i okazał się nie być tak dobry jak się tego spodziewałem. I 2019 pod tym względem nie był inny, bo również dał bardzo dużo rozczarowań. Pora je podsumować.



Tak, w 2019 nie brakowało rozczarowań. Mniejszych i większych, ale niestety trochę ich było. Dlatego pora je podsumować. Sortowałem je alfabetycznie i nie ma żadnego podziału na bardziej i mniej rozczarowujące produkcje. Oczywiście znalazły się tutaj wyłącznie filmy, które miały premierę w kinach w Polsce między 1 stycznia, a 31 grudnia 2019 roku. Zaczynajmy.


,,Ralph Breaks the Internet" / ,,Ralph Demolka w Internecie"


Pierwszą część wspominam bardzo dobrze i po obejrzeniu dwójki zastanawiam się nad tym kto postanowił w Disneyu zrobić z kontynuacji kolejne ,,Emotki. Film". Historia o przyjaźni jest przesłaniana przez tonę nieznośnych nawiązań i popkulturowych żartów. Natomiast morał o ile nie jest zły tak to co prowadzi do niego już niezbyt. Zachowanie Ralpha jest aroganckie i nie pasuje do tego jakim go znamy z poprzedniej części. Jedyne co ma jakikolwiek sens to chyba decyzja Wandelopy, żeby zostać w innej grze. I generalnie film ma momenty, ale niestety ostateczny wydźwięk miał dla mnie negatywny.

,,Glass"


Chyba ,,Glass" nauczyło mnie, żeby już nigdy nie zaufać M. Night Shyamalanowi. Choć na dobrą sprawę to nie powinienem był tego robić od samego początku. Jednak nie poradzę, że ,,Niezniszczalny" oraz ,,Split" były bardzo dobrymi produkcjami, więc spodziewałem się czegoś dobrego po zakończeniu tej trylogii. Niestety Shyamalan wrócił do swojej tragicznej formy sprzed paru lat i dostarczył niedorzeczny film, który nigdy nie powinien był powstać, bo niepotrzebnie krzywdzi on ,,Niezniszczalnego" oraz ,,Split".

,,Ciemno, prawie noc"


Nie ma to jak oczekiwać czegoś gatunkowego i świeżego jak na polskie kino, a dostać Dawida Ogrodnika ssącego pierś Doroty Kolak. Za jakie grzechy mi to zrobiłeś Borysie Lankoszu? 

,,The Mule" / ,,Przemytnik"


Chyba Eastwood na starość robi się już nieco gorszy. Z bardzo ciekawego tematu wycisnął poprawny film, o którym praktycznie już nie pamiętam. Szkoda, bo czuję, że stać go na znacznie więcej.

,,The Hole in the Ground" / ,,Impostor"


,,Impostorowi" nie brakowało wiele, żeby okazał się być bardzo dobrym horrorem. Miał gęsty klimat oraz świetne zdjęcia, ale sam koncept moim zdaniem nie zadziałał. Generalnie rzecz biorąc to, że dziecko było impostorem wydawało się oczywiste i jakby sprawić, żeby wydawało się to bardziej dyskusyjne albo jeszcze ciekawiej, nie wyjaśnione nawet, to mógłbym pochwalić twórców. Przynajmniej to wciąż jest klasa wyżej niż te wszystkie ,,Polaroidy" czy ,,Złe miejsca".

,,Aladdin" / ,,Aladyn"


OK, wiem, że nie od adaptacji live-action animacji Disneya nie powinienem był oczekiwać niczego od samego początku, ale ten Guy Ritchie wydawał się jakimś promykiem światła w tym tunelu. Czymś co uratowałoby ,,Aladyna" od skończenia jako kolejna, przeciętna adaptacja animacji Disneya. Nie bawiłem się źle, ale brakowało autorskiego sznytu.

,,Godzilla II: King of the Monsters" / ,,Godzilla: Król potworów"


Jeśli miałbym po kimś oczekiwać, że dostarczy coś na wysokim poziomie to byłby to Michael Dougerty. Jak dotąd wszystko czego dotykał zamieniało się w cudeńko. Niestety tym razem coś poszło nie tak i razem z innymi nie uświadomił sobie jakie były błędy poprzednich Godzilli sprawiając, że znowu ludzie mieli zbyt duży czas ekranowy w przeciwieństwie do pewnego majestatycznego gada. Przynajmniej same potwory prezentowały się bardzo dobrze. 

,,Ma"


Od ,,Ma" nie oczekiwałem wiele. Wystarczyło, żeby to był porządny thriller, w którym Octavia Spencer w końcu pokaże się z ciekawszej strony. Cóż, tylko to drugie się spełniło. Natomiast z resztą jest gorzej. Cały koncept legł przez same motywacje bohaterki granej przez Octavię. Można było to zrobić znacznie ciekawiej. Do tego brakowało bardziej interesujących młodych bohaterów. Ci w filmie byli po prostu irytujący i sprawiali, że życzyłeś im jak najgorszego losu.

,,Ja teraz kłamię" 


Ciekawy koncept, który był jakkolwiek dobrze wykorzystany w pierwszych paru minutach, a później został zamieniony w nudną i zbyt skomplikowaną intrygę, gdzie oglądaliśmy to samo nawet po parę razy. Tylko strona wizualna oraz obsada broniły się.

,,The Dead Don't Die" / ,,Truposze nie umierają"


Pomyśleć, że ,,Truposze nie umierają" miały być świeżą produkcją o zombie, a ostatecznie skończyły jako jeden z wielu tego typu filmów. Znowu wałkowany temat konsumpcjonizmu, a do tego jedna wielka nuda. 

,,It: Chapter Two" / ,,To: Rozdział 2"


Nie wierzę, że można było stworzyć jedynkę, która pokazała jak brać się za adaptacje książek Kinga, a później dać kontynuację popełniającą błędy, których uniknięto wcześniej. Do tego druga część książki została zmieniona w coś po prostu gorszego. Brakowało mi niektórych interakcji bohaterów, a zmienienie ich konfrontacji ze swoją przeszłością na poszukiwanie macguffina to jakiś żart. Poza tym całość była momentami przeciągnięta, a finał nie usatysfakcjonował mnie.

,,Rambo: Last Blood" / ,,Rambo: Ostatnia krew"


Miał być dobry finał po latach, a wyszedł jakiś dziwny B-klasowy śmieć, który z Rambo ma praktycznie zero wspólnego. To po prostu śmieciowe kino zemsty z stereotypowym potraktowaniem Meksyku. Natomiast R-ka jest bardzo wymuszona przez co zabójstwa wyglądają jakby były wyciągnięte z którejś części ,,Piły".

,,Zombieland: Double Tap" / ,,Zombieland: kulki w łeb"


Pierwsze ,,Zombieland" wspominam dobrze, ale kontynuacja nie była moim zdaniem potrzebna. Z drugiej strony zapowiedzi wypadły w porządku, więc myślałem sobie, że może jednak będą mieli jakiś pomysł na film. Niestety skończyło się na tym, że ,,Zombieland: kulki w łeb" wygląda jakby ktoś dostał tydzień na napisanie scenariusza. Zrobiony na odwal, bez pomysłu, a do tego zapominający o całym rozwoju postaci z poprzednika. A śmieszna to była praktycznie tylko scena w trakcie napisów z udziałem Billa Murraya.

,,Black Christmas" / ,,Czarne święta"


Nie oczekiwałem wiele od ,,Czarnych świąt", ale mogę powiedzieć, że Blumhouse w ostatnich latach potrafił zaskoczyć paroma filmami, więc miałem nadzieję, że i tym razem będzie podobnie. Niestety remake klasyka z lat 70. wygląda jakby powstał na zasadzie podpięcia się pod coś znanego, ale bez jakiegoś ciekawego pomysłu. Brakuje filmowi tożsamości, bo sam nie wie czy chce być głupim slasherem czy filmem z aktualnym i podanym na poważnie przekazem. Nie, żeby co, to nie był tragiczny film. Miał swoje momenty, ale przy tym jest na tyle przeciętny, że prędko o nim zapomnę.

,,Star Wars: The Rise of Skywalker" / ,,Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie"


Po tym jak Rian Johnson dał jeden z najlepszych filmów w całej sadze, bałem się nieco, że J.J. Abrams nie podoła temu. Jednak ,,Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy" wspominam jako bardzo przyjemną produkcję, więc liczyłem, że 9 część będzie po prostu satysfakcjonującym finałem. Zwiastuny wzmacniały u mnie hype i do premiery odliczałem dni. Jednak nie byłem przygotowany na tak idiotyczny scenariusz. Bo może i na ,,Gwiezdnych wojnach: Skywalker. Odrodzenie" można się dobrze bawić, ale nie da się zignorować tysiąca głupot fabularnych i wielu co najmniej zastanawiających rozwiązań fabularnych. Bronią się strona wizualna oraz obsada, ale nawet z postaciami jest nieco gorzej, bo chociażby Finn czy Poe są tutaj zbędni. 

1 komentarz: