sobota, 4 lipca 2026

Żale Kinomana na 24. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym BellaTOFIFEST - Dzień 7

 

Piątek był ostatnim dniem na festiwalu. Czy udało mi się zakończyć tegoroczną edycję w udany sposób?


Po siedmiu dniach zakończyła się 24 edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego BellaTOFIFEST. Po zabójczym, upalnym początku, festiwal przebiegał już spokojnie. Do tego udało mi się ostatecznie obejrzeć 27 filmów. To porównywalnie więcej niż zwykle (dotychczas 20 obejrzane podczas 22 edycji to był mój rekord). A i tak parę razy pozwoliłem sobie pominąć seans. Dotyczy to również 7 dnia, gdyż chłód, ból żołądka oraz zmęczenie skutecznie przegoniły myśl o pójściu na ,,Omen" w kinie plenerowym. Szkoda, lecz trzeba dbać o siebie. Zatem co takiego ostatecznie obejrzałem?

fot. Las, reż. Joanna Zastróżna

Na pierwszy rzut poszedł ,,Las" Joanny Zastróżnej. Film bynajmniej z konkursu From Poland, tylko z pasma Forum. Przyznam, że po skrajnie negatywnych opiniach, które napłynęły z premiery na festiwalu w Gdyni, byłem niezdrowo ciekaw tego jaki ten film jest. Czy warto było przekonać się? Powiem tak, rzadko kiedy jest okazja do obejrzenia tak złego, artystycznego polskiego filmu. Jeżeli sztuka nowoczesna kojarzy wam się z brakiem sensu, pretensjonalnością oraz dziwnymi pomysłami (a nie powinna), to ,,Las" będzie odzwierciedlał wasze skojarzenia. Mogę zażartować, że to awangarda u szczytu możliwości. Jednak dzięki doświadczeniu z Nowych Horyzontów wiem jak dobre może być slow cinema, bądź generalnie eksperymentalne kino. Niestety ,,Las" ani nie robi mocnego wrażenia swoją stroną wizualną, ani nie umie zaciekawić historią. Generalny koncept ze społecznością oddaloną od cywilizacji, rządzoną przez złego lidera jest oczywisty, lecz nie wiąże się z nim nic interesującego. Film Joanny Zastróżnej to marnotrawstwo czasu. Choć z drugiej strony jak często możecie powiedzieć, że na dużym ekranie zobaczyliście srającą kozę, konie uprawiające seks oraz mężczyznę w blackface obciągającego Dawida Ogrodnika?

fot. Renoir, reż. Chie Hayakawa, dystr. Aurora Films

Następnym, ewidentnie lepszym seansem było ,,Renoir" Chie Hayakawy. Film z zeszłorocznego Cannes, który trafił na Tofifest późno, ale skoro już pojawił się, to chętnie wybrałem się na niego. Każda okazja, aby zobaczyć japoński film w kinie, to dobra okazja. ,,Renoir" to w sumie kolejna produkcja opowiadana z perspektywy dziecka jaką obejrzałem na tegorocznej edycji festiwalu. Tym razem służy ona do pokazania tego, jak dziecko nie jest przygotowane na śmierć bliskiej osoby. Nie tylko pod kątem samej straty, lecz również wszystkiego co dzieje się wokół samej choroby. Przy czym to trochę mało precyzyjny film, za często pozwalający sobie na odwracanie uwagi od motywu przewodniego. Szczególnie, że za kilkoma ,,wątkami" (bo ciężko jest tak nazwać) ostatecznie nie stoi dużo więcej. Przy czym to nadal solidny film moim zdaniem. Dobrze posługuje się wspomnianą perspektywą, potrafi pokazać całkiem emocjonalne sceny, a debiutująca Yui Suzuki również stanowi dużą siłę filmu.

fot. Heysel 85, reż. Teodora Ana Mihai

Moim ostatnim seansem na festiwalu było ,,Heysel 85", które miało premierę na festiwalu w Berlinie. To produkcja o tragedii jaką była śmierć 39 osób na tytułowym stadionie podczas finału Pucharu Europy. Reżyserka, Teodora Ana Mihai, skupia się przede wszystkim na perspektywie córki burmistrza Brukselii, która próbuje nawigować pomiędzy spotkaniami wysoko postawionych ludzi, a masakrą rozgrywającą się na trybunach. Film bardzo dobrze zbliża do tamtych realiów. Wykorzystuje archiwalne nagrania (jednocześnie bez epatowania przemocą, która mogłaby mieć odwrotny skutek od zamierzonego), a także ma ziarnisty, stylizowany obraz, co sprawia, że nie ma dużego dysonansu między realnymi fragmentami, a tymi filmowymi. Do tego stawia nas w pełnej napięcia sytuacji. Eskalująca agresja na stadionie czyni seans całkiem stresującym w pierwszej połowie. Poczucie chaosu, dezorientacji i zagrożenia jest doskonale wykreowane. Druga połowa nieco odchodzi od tego na rzecz większego skupienia na rozmowach ludzi z najwyższych szczebli. Dobrze odsłaniają one hipokryzję, ułudę oraz ignorancję jaką przedstawiały te osoby w obliczu tragedii na stadionie. Przy czym jest to część filmu, która nieco powtarza się i nie robi równie mocnego wrażenia, co pierwsza połowa. Jest też druga perspektywa w tej historii, konkretniej włoskiego dziennikarza. Ma ona na celu podnieść emocjonalną stawkę filmu, co częściowo udaje się. Aczkolwiek nie jest to aż tak ciekawa postać do śledzenia jak córka burmistrza. Przy czym całościowo to nadal bardzo dobrze zrealizowana produkcja, której udało się przybliżyć nieznaną mi jak dotąd tragedię.

I to byłyby wszystkie filmy, które obejrzałem w tym roku na festiwalu. A jak mogę podsumować 24 edycję? Moim zdaniem była udana. Pod względem organizacyjnym mam mało narzekań. Tylko parę opóźnień seansów, a do tego zwykle nie dużych (jedyny większy to nieco ponad 20 minut na premierze ,,Drogi rzadziej przemierzanej"). Poza tym źle dopasowano obraz na seansach ,,Minotaura" (film zamiast być wyśrodkowany, był zepchnięty na dół ekranu) oraz ,,Lasu" (tu z kolei zbyt wysoko, ale ostatecznie to poprawiono). Jednak poza tym, wszystko odbywało się zgodnie z czasem i profesjonalnie. Nawet 10-minutowy blok sponsorski mi aż tak nie przeszkadzał, bo dawał czas na zjedzenie czegoś lub pójście do toalety. Jeżeli już bym coś chciał zmienić, to dałbym większe odstępy czasowe pomiędzy seansami w tej samej sali. Taka sobota była zabójcza kiedy miałem w sali 3 aż 4 seanse pod rząd z bardzo krótką przerwą pomiędzy nimi. Do tego jeśli będzie powtarzać się upalna pogoda, to zadbałbym również o dostęp do wody. Sam dobór filmów już chwaliłem w zapowiedzi 24 edycji, więc dodam jeszcze tylko, że pośród 27 obejrzanych przeze mnie produkcji, wyłącznie 7 było rozczarowujące. Zatem w ogólnym rozrachunku oglądałem dużo dobrych rzeczy. I oczywiście to tutaj było dane mi zobaczyć ,,Minotaura" oraz ,,Mother Mary", z czego wciąż ogromnie się cieszę. Także jestem zadowolony z tegorocznego Tofifestu i liczę, że na przyszłorocznej edycji (z piękną liczbą 25), będę mógł liczyć na równie dobre, jak nie nawet lepsze seanse.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz